Synowie Tysiąclecia

Lech Makowicki znów wyśpiewał pieśń tysiąclecia Polski.

Jestem szczęściarzem urodzonym w roku 1966 i w tym roku mija pół wieku mojego życia.

Dziś Polska świętuje 1050 rocznicę chrztu a ja z wolna zaczynam patrzeć na to półwiecze jakie jest za mną.

Wspominam tych z którymi obijałem kolana na bruku szkoły na Wyżynnej , pierwsze fascynacje urodą koleżanek zarzucających warkoczami na szkolnym boisku i zabawy w  wiecznie niedogrzanej sali gimnastycznej owej 1000 latki.

 

 

 

 

 

Potem poszedłem w świat – SP 4 z jej niezliczonymi schodami , lekcje religii w kaplicy w Parku Traugutta pierwsza komunia i pierwsza miłość gdzieś na pierwszym piętrze w pół drogi do nieba.

 

 

 

 

Potem mundur Technikum Mechanicznego z jej tarczami i rosnącymi co roku paskami na rękawie. Pierwsza dwója z języka Puszkina i pierwsze korepetycje. Pierwsza miłość tym razem z małymi wzgórkami dziewczęcych piersi i pierwsze rozstanie.

 

 

 

Pierwsze poważne treningi i pierwsza “męska rozmowa” gdzieś na hałdzie węgla . Pierwsza walka pod okiem pierwszego trenera i pierwszy medal na dziecięcej jeszcze piersi.  Pierwsza porażka i pierwsza chwila ciszy gdy to mnie trafiono za ippon.

 

 

 

 

Pierwsze Bieszczady w harcerskim mundurze i pierwszy zimny lęk gdy na piętnastym metrze skałki zabrakło  oparcia dla zmęczonej dłoni. Pierwsza bieszczadzka burza z piorunami strzelającymi pomiędzy traperkami i  ciasny śpiwór w którym z trudem mieściły się dla młode ciała pełne  żądzy życia.

 

 

 

 

 

Przedwczesna śmierć Ojca i pierwsze dorosłe wyzwanie – własna firma Setki ton odważników rocznie . Remonty i legalizacje. Tarowanie skalowanie i poprawki .

 

 

 

 

 

Ani się obejrzałem i mija pół wieku. Kilku kolegów odeszło kilku się postarzało . Paru wyjechało paru zostało . Dziś mija trzy lata od ostatniej “zadymy” w jaką pozwolił mi wmieszać się dobry Bóg – akcję referendalną.

 

Pierwsze poważne starcie na imprezie która miała być naszą porażką ….

 

 

 

 


 

A pokazała jak wielu z nas jest niezadowolonych z Elbląga w roku  2012

 

 

 


WywiadyNowi przyjaciele i godziny rozmów o mieście i ludziach

 

 

 

 

 

 

 


 

 

Polityczne pajace

 

 

 

 

 

 


Pierwszy sukces …..


 

 

maszkaI zwycięstwo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Poważni politycy

 

 

 

 

 

 


 

Poważne problemy i porządni ludzie

 

 

 

 

 

Krótki kaszel z Cejrowskim

 

 

 

 

 

 

I rozmowa przy kawie z Braunem

 

 

 

 

 

 

 

 

Zastanawiam się ilu z moich poprzedników miało tak ciekawe życie. Ile jeszcze da się zrobić dla Elbląga zanim zabiorą mnie na wagę Pana Boga ? Trzy lata to niezbyt wiele a jednak dziś można powiedzieć że Elbląg przestał być zabitą deskami prowincją pod Olsztynem.

Bez paru samobójców którzy postanowili rzucić rękawicę Platformie Obywatelskiej nic z tego by nie zaszło. Polska to sznur takich  kamikadze – jedni stawali do powstań inni szli na sybir. My mamy szczęście – do nas nikt nie strzelał. A Bóg dał nam sukces – i dziś świętując owe 1050 lat cieszę się że o mój kamyczek leży tam gdzie leżeć powinien w jego ogródku…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*