Harmonia bez poparcia

Harmonia bez poparcia

Okrucieństwo aborcji a okrucieństwo prawa.

 

Niejeden mądry, niejeden uczony, i niejeden ekspert (którego definicja w dzisiejszej rzeczywistości sprowadza się do tego samego, co człowiek – nikt) rozważał i rozważać będzie temat, niegdyś tabu, dziś będący TOP 1 tabloidów i gazet. Zadecydował, dał, a teraz odbiera prawo do poczucia bezpieczeństwa równoprawnym uczestnikom życia społecznego – kobietom.

Losy kobiet na przestrzeni wszystkich wieków targane były nastrojami płci przeciwnej. Po latach pracy i walki feministek, wcześniej innych ugrupowań, a nawet jednostek udało się osiągnąć dość optymalny poziom życia społecznego dwóch płci jednej rasy ludzkiej.

Kobiety uzyskały wolność słowa i głosu, niezależność i prawo do swobody wykształcenia, posiadania a nawet realizacji planów zawodowych. Powiedzmy szczerze, do ideału daleka droga, ale dziś cofamy się o krok. Może, i oby po to, by zrobić krok do przodu…

Niemniej odsuwając wszelakie poglądy religijne i polityczne – bo obydwa te obszary stały się dla mnie obce jak nigdy dotąd, myślę o tym zagadnieniu w aspekcie mojej kobiecości, mojej tożsamości.

Piękny, ale przejmujący film Siostry Magdalenki. Nie tak popularny, jak bym mu tego życzyła. Opowiada o nieodległych nam czasach ubiegłego wieku, lata ’90. Rzecz dzieje się na „tych” malowniczych, zielonych wyspach. Historia kilku młodych kobiet… i jeden szczególny wątek – który idealnie pokazuje skomplikowaną, złośliwą, zacofaną naturę nie kobiet i nie mężczyzn z osobna, a całego społeczeństwa. Jedna z młodych kobiet, z dobrego domu, córeczka tatusia, ułożona i wiele obiecująca, staje się ofiarą gwałtu. Cały jej świat, ten lukrowany, słodki do obrzydzenia, wydaje na nią wyrok. Dziewczyna, decyzją rodziny, zostaje umieszczona w zamkniętym zakładzie dla kobiet, prowadzonym przez siostry zakonne. I nie jest ona w ciąży, nie spodziewa się dziecka poczętego z gwałtu, z nieprawego łoża… jednak brzemię nosi podobnie wielkie. Wstyd i hańba okrywa całą rodzinę. Sprawca natomiast miewa się świetnie. Nie ponosi żadnych konsekwencji, nie zostaje wyrzutkiem społecznym i rzecz oczywista – nie zostaje pozbawiony wolności za swój czyn. Ale nie o nim tu mowa… Młoda kobieta – będąca ofiarą, w jednej chwili traci status bezbronnej i niewinnej. Staje się kimś bez prawa głosu, staje się zapomniana. Z tej trudnej sytuacji nie może wyjść o własnych siłach, bowiem tylko mężczyzna z jej najbliższej rodziny oswobodzić ją może z piekła, w którym ją umieszczono. Dlaczego z piekła toteż o tym opowiada cały film.

Dziś myśląc o nowym prawie aborcyjnym/antyaborcyjnym mam wizję tego filmu przed oczami. Prawo pozbawione emocji i prawo pozbawione prawa, wyzute z możliwości i możności przeżywania, odczuwania, przechodzenia drogi cierpienia i godzenia się z trudem decyzji, czasem z góry przesądzonej przez los.

Można by rozkładać każdą hipotetyczną sytuację, w której prawo do aborcji obowiązywało, na czynniki pierwsze. Można by zakładać różne scenariusze. Ale to właśnie robią wszyscy, którzy tam, na szczeblach, wycierają sobie cztery litery niniejszą ustawą. Dodam, różne cztery litery – nie tylko usta.

Tymczasem w domach, na ulicach w czasie rzeczywistym dzieją się dramaty ludzkie. Rozgrywają się i rozgrywać będą. Dramaty związane z chorobami, często wkluczającymi upragnione macierzyństwo, rodzicielstwo dla zdrowych i krasych dzieci. Dramaty związane z przemocą i bezprawiem na kobietach młodych i starszych, na dziewczynkach i dzieciach.

Choć nie jestem zwolenniczką, dziś wypaczanej w rozumieniu obecnego rządu i kościoła, definicji aborcji (traktowanej w kategoriach środka anty-panty w „dzień” po stosunku), wierzę i rozumiem, że dzieją się rzeczy złe. Złe na tyle, by pchnąć kobietę do ostatecznej, najmniej oczekiwanej przez nią samą decyzji o aborcji.

Pamiętam czasy, gdy aborcja możliwa była również w przypadku złej sytuacji ekonomicznej kobiety, czy rodziny. I to się zmieniło. Dotychczasowa ustawa wskazywała jasne, precyzyjnie zdefiniowane przesłanki do przeprowadzenia aborcji. Dziś natomiast każda z nas odarta została z ostatniej i jedynej nietykalnej, maksymalnie osobistej intymności i prywatności (choć to wzmocnienie i tak nie oddaje głębi, w którą te zmiany wnikają w naszą tożsamość, suwerenność), która dawała nam głębokie poczucie podmiotowości, a nie przedmiotowości. 

Dziś drogie Panie, bez względu na poglądy, bez względu na wyznanie, a zarazem, a może przede wszystkim, bez względu na sposób w jaki odbieramy aborcję jako raz – emocje, dwa – fizyczną ingerencję w organizm, zostałyśmy pozbawione najbardziej podstawowego prawa do decydowania. Choć w praktyce ubezwłasnowolnienie nie jest już standardową praktyką, nawet wobec starszych, i niedołężnych, to my, zdrowe, wykształcone, spełnione mniej lub bardziej, dziś zostajemy ubezwłasnowolnione.

Ubezwłasnowolnione.

6 Kwiecień 2016 by bagienneoczka


 
zdjęcie profilowe użytkownika Edyta Polkowska - KrupińskaKilka dni temu o komentarz do sprawy listu episkopatu polskiego w kwestii zmian w prawie aborcyjnym poprosiłem

Edyta Polkowska – Krupińska

 

 

Edyta jest nie tylko piękną kobietą / koń jaki jest każdy widzi / i żoną , jest też w co trochę trudno uwierzyć matką dwojga wspaniałych dzieci. Kilka minut temu odczytałem odpowiedź na moją prośbę z linkiem do załączonego powyżej postu.


 

Nie wiem czy jest to własna wypowiedź Edyty czy też tekst który do niej przemawia i z którym się identyfikuje, pewne jest zaś to że teza tej wypowiedzi zahacza o kwestię ubezwłasnowolnienia .

Edyta jest jedną z tych kobiet której głos trzeba brać w debacie publicznej pod uwagę – nie dlatego że w pewnym okresie swojego życia prowadziła dość intensywne życie polityczne , ale dlatego że jest matką .

Wypowiedź którą czytam, bez względu na to czy jest wypowiedzią autorską czy autoryzowaną , dotyczy sedna sprawy aborcji to jest sporu czy matka może decydować o życiu dziecka.

Konsekwencją odpowiedzi na to pytanie jest druga kwestia – jeśli decyzji tej nie może podjąć matka   to kto może to zrobić  ?


 

Po tych wydarzeniach wystawił Bóg Abrahama na próbę i rzekł do niego: Abrahamie! A on odpowiedział: Otom ja. I rzekł: Weź syna swego, jedynaka swego, Izaaka, którego miłujesz, i udaj się do kraju Moria, i złóż go tam w ofierze całopalnej na jednej z gór, o której ci powiem. Wstał tedy Abraham wczesnym rankiem, osiodłał osła swego i wziął z sobą dwóch ze sług swoich i syna swego Izaaka, a narąbawszy drew na całopalenie, wstał i poszedł na miejsce, o którym mu powiedział Bóg. Trzeciego dnia podniósł Abraham oczy swoje i ujrzał z daleka to miejsce. Wtedy rzekł Abraham do sług swoich: Zostańcie tutaj z osłem, a ja i chłopiec pójdziemy tam, a gdy się pomodlimy, wrócimy do was. Abraham wziął drwa na całopalenie i włożył je na syna swego Izaaka, sam zaś wziął do ręki ogień i nóż i poszli obaj razem. I rzekł Izaak do ojca swego Abrahama tak: Ojcze mój! A ten odpowiedział: Oto jestem, synu mój! I rzekł: Oto ogień i drwa, a gdzie jest jagnię na całopalenie? Abraham odpowiedział: Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój. I szli obaj razem. A gdy przybyli na miejsce, o którym mu Bóg powiedział, zbudował tam Abraham ołtarz i ułożył drwa. Potem związał syna swego Izaaka i położył go na ołtarzu na drwach. I wyciągnął Abraham swoją rękę, i wziął nóż, aby zabić syna swego. Lecz anioł Pański zawołał nań z nieba i rzekł: Abrahamie! Abrahamie! A on rzekł: Otom ja! I rzekł: Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic, bo teraz wiem, że boisz się Boga, gdyż nie wzbraniałeś się ofiarować mi jedynego syna swego. A gdy Abraham podniósł oczy, ujrzał za sobą barana, który rogami uwikłał się w krzakach. Poszedł tedy Abraham, a wziąwszy barana, złożył go na całopalenie zamiast syna swego. I nazwał Abraham to miejsce: Pan zaopatruje. Dlatego mówi się po dziś dzień: Na górze Pana jest zaopatrzenie. Potem zawołał anioł Pański powtórnie z nieba na Abrahama, mówiąc: Przysiągłem na siebie samego, mówi Pan: Ponieważ to uczyniłeś i nie wzbraniałeś się ofiarować mi jedynego syna swego, będę ci błogosławił obficie i rozmnożę tak licznie potomstwo twoje jak gwiazdy na niebie i jak piasek na brzegu morza, a potomkowie twoi zdobędą grody nieprzyjaciół swoich, i w potomstwie twoim błogosławione będą wszystkie narody ziemi za to, że usłuchałeś głosu mego.


 

Czy dziś kobiety noszące nowe życie pod sercem nie są jak Abraham wydane na pokusę – łatwiejszego życia bez pieluch stresu i kłopotów , bez nocnych eskapad do dziecka i kolejek u pediatrów ?

Ile z nich przechodzi swoją próbę przyjmując to co zrządzenia losu a często gwałt czy zwykła głupota młodego ciała im przynosi a ile składa życie nienarodzonego na ołtarzu złotego cielca cywilizacji hedonizmu nie wiem.

Wiem jednak że jako mężczyzna nigdy no to pytanie nie odpowiem . Czy taka odpowiedź istnieje nie wiem – zapewne ową liczbę zna  Stwórca. I być może przeraża go ona na tyle  że postanowił coś z tym zrobić właśnie ustami episkopatu.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *