Polowanie na “Bolka” i jego trampki

Polowanie na “Bolka” i jego trampki

Jeden ze znajomych przypomniał mi dziś jedno ze starych wydań Polskiej Kroniki Filmowej z roku 1993.

Mamy rok 2016 –  odejmijmy zatem 1993 i zostaje nam liczba 23.  Ale to liczba niepełna, ponieważ polowanie na “Bolka” trwa dłużej – można powiedzieć, że rozpoczęło się już 1970 roku, gdy Lech Wałęsa przemawiał do stoczniowców z okien Komendy Milicji Obywatelskiej, gdzie “negocjował” zwolnienie zatrzymanych kolegów.

Polska Kronika Filmowa 1993 numer 6

Grudzień 1970 przyniósł Polsce wojnę domową.

MILICJA i Ludowe Wojsko Polskie to były fakty twarde jak lufy karabinów maszynowych celujących w przedstawicieli  klasy robotniczej.

2012-12-17_1355722331
Zdaniem Kazimierza Szołocha nitki misternie opracowanego planu rozbrojenia stoczniowców pociągało trzech ludzi: dyrektor naczelny stoczni Stanisław Żaczek, I sekretarz KZ PZPR Jerzy Pieńkowski i dyrektor do spraw produkcji Karol Hajduga. Teza dla oficjalnej wykładni przyjętej w III RP trudna do przełknięcia ze względu na rolę, jaką pełnił jeszcze jeden członek Komitetu Strajkowego – Lech Wałęsa. – Wszystko było manipulacją – twierdził po latach Szołoch. – Tyle, że wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Pierwsza z owych pięciu minut, które sprawiły, że Szołoch w oczach stoczniowców stał się bohaterem strajku, wybiła 14 grudnia. W tym dniu, wraz z innymi rozwścieczonymi i zrozpaczonymi robotnikami ciskał kamieniami w nacierające na nich oddziały milicji, komenderował kolegami pchającymi radiowóz, z którego przed chwilą zepchnięto usiłującego przemówić do manifestantów sekretarza KW PZPR Zenona Jundziłła, wieczorem nagłym atakiem opanował Dworzec Główny w Gdańsku. Dzień drugi zastał go w tłumie szturmującym gmach Komitetu Wojewódzkiego partii.

„Bolek”: Kazimierz Szołoch oskarżał Lecha Wałęsę już w 1996 r.


Według relacji Szołocha, Wałęsa miał się kajać za „grudniową hańbę”, przysięgał, że nigdy więcej nie zdradzi

Niestety zdradził. Niesiony poczuciem własnej wszechmocy zdradził Polskę Polaków i torpedując lustrację zaprzedał cały kraj w długoletnią zależność od byłej nomenklatury PZPR-owskiej. Gdyby jeszcze dotyczyło to sfery gospodarczej można by to przyjąć za koszty transformacji, ale niestety dotyczyło to  również sfery mediów i sądownictwa.

https://www.youtube.com/watch?v=hu1a3xT9db0

I smutna refleksja związana właśnie z mediami – wtedy w 1993 Polska Kronika Filmowa mówiła o rzeczach trudnych bez cenzury i chowania przedstawicieli władzy za warstwą medialnego pudru.

 

Ile się na drodze do wolności słowa cofnęliśmy przez te 23 lata – oceńmy sami.

 

Bolek i jego trampki śmierdziały przez lata. Szafa Generała Kiszczaka to nie sejf banku w Szwajcarii. Najlepszy sposób na smród to wietrzenie. Czy tym razem wywietrzy się też sale sądowe – zobaczymy.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *