Piątek z Biskupem

Piątek z Biskupem

Piątkowe  spotkanie w seminarium cieszyło się nadspodziewaną frekwencją – organizatorzy musieli dostawić kilkanaście krzeseł. Niestety, nie możemy przedstawić relacji ze spotkania ani streścić  nauk Księdza Biskupa Grzegorza Rysia, możemy jednak potwierdzić kilka okoliczności, jakie w krótkiej rozmowie przed spotkaniem gość Seminarium był uprzejmy przekazać.

Pierwsza z nich to ta, że o sprawie opisanej w publikacji „Polityki” dowiedział się w drodze do Elbląga i nie znał żadnych jej detali ani szczegółów. Ksiądz biskup stwierdził też, że relegowanie kandydata na księdza zawsze jest decyzją jego przełożonego, który ma czasem bardzo ciężki obowiązek podjęcia takiej decyzji. Ksiądz biskup bardzo dobrze ocenił też rektora seminarium w Elblągu ale uznał, że nie może w żaden sposób w sprawę ingerować ponieważ jej nie zna, a poza tym sprawy diecezji leżą w ręku jej biskupa.  Miejmy zatem nadzieję na  kolejne spotkanie z Księdzem Biskupem Jackiem Jezierskim.

Jest też pewne, że Ksiądz Biskup Grzegorz Ryś obdarzony jest pewnym specjalnym rodzajem charyzmy, którą wyczuwa się na pierwszy rzut oka. Wielu z nas zapewne pamięta jeszcze opowieść Małego Rycerza o tym, że ludzi o małej posturze należy się bać lub będą obiektem drwin. Ale dziś nie trzeba już siec, dźgać czy płatać przeciwników by budzić respekt i szacunek.


 

Ksiądz Grzegorz Ryś budzi szacunek swoim spokojem niezależnie od szat jakie wdziewa  i podobnie jak Beata Szydło w wystąpieniu przed eurodeputowanymi emanuje spokojem i pewnością siebie.

Jest też pewny swoich racji, a te potrafi przedstawić w krótkich męskich słowach, bez cienia protekcjonalnego tonu i poczucia wyższości, który to ton niestety da się odczuć w słowach ludzi przekonanych o własnej wyjątkowej wartości.

Prawdziwa cnota krytyk się nie boi, a roztropność nie czeka na oklaski tłumu.


 

Wizyta biskupa nie miała zatem związku z bolesnym tematem molestowania, jakie bada prokuratura bo zdaniem mojego rozmówcy sprawa jest bardzo trudna i bardzo bolesna dla zgromadzenia kleryków i samego rektora. Jest też bolesna dla wspólnoty kościelnej bowiem ją dzieli.

Słowa gościa choć krótkie, dają zatem nadzieję, że mądrość ziemskiej części Kościoła wsparta dobrą radą Ducha Świętego pozwoli znaleźć prawdę – jaka by ona nie była.

 

Zadaniem seminarium jest formowanie młodych ludzi w przywódców lokalnych wspólnot w drodze do świętości.  Ale człowiek jest ułomny i tylko czasem udaje mu się własną ułomność dostrzec.

Jeszcze trudniej jest z drogi źle obranej zawrócić,  szczególnie gdy na plecach czujemy oczy  ludzi, którzy darzą nas autorytetem.

Ale sztuka życia wpisana w katechizm to nie zalecenia trwania w błędzie, ale sztuka błędów naprawiania.

Pewne jest jedno – w naszym seminarium coś zaszło. Jest też pewne, że nie było to nic, co się tam zdarzyć powinno. Pewne jest też, że trzeba się pochylić i nad przyczynami tego stanu rzeczy i nad tym, co przynosi wspólnocie którą nadal tworzą i „sprawca” i „poszkodowany”  i całe seminarium.

Bóg wystawia wspólnotę na próbę. Przed najważniejszą próbą dziś stoi rektor seminarium i z jednej strony stoi przed nim pokusa przerzucenia winy za całe zdarzenia na relegowanego kleryka, z drugiej zaś strony stoi przed nim ciernista droga rozważenia dlaczego młody człowiek, którego od czterech lat formował zbłądził, o ile prokuratura uzna, że przestępstwa nie było.

Ale jeszcze bardziej ciernista będzie ta droga, która stanie przed Seminarium gdy się okaże, że do przestępstwa doszło, wtedy bowiem pytanie będzie o wiele boleśniejsze – jak to się stało, że ofiarę stygmatyzowano relegując ją z uczelni o bardzo specjalnych zadaniach i bardzo doświadczonej kadrze przygotowanej nie tylko do zadań edukacyjnych, ale nade wszystko wychowawczych.

 


 

W części relacjonującej spotkanie z księdzem biskupem wspomniałem o Małym Rycerzu i posturze – jakby wtrącając to bez związku ze sprawą. Otóż związek taki jest, ponieważ wśród grona kleryków przyjmujących gości znalazł się młodzieniec wysoki jak świerk i rosły jak dąb.

Przy jego rozmiarach zbliżonych zapewne do tych jakie miał Arnold Schwarzenegger przyjąć można, że żadna droga nie będzie ponad jego siły i że nie zabraknie mu ich by innych wspierać. Oczywiście modlitwą i przykładem.

Miejmy też nadzieję, że młodzieniec o tak świetnych warunkach fizycznych pomoże wznieść niejedną świątynię nie stroniąc od taczki, czego wyjątkowy  przykład dał nasz ex prezydent Bronisław Komorowski.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *